[VIDEO] Polska matka odzyskuje kontakt w Holandii ze swoimi dziećmi! Dziennikarze Patriot24.net, którzy nagłośnili koszmar Beaty Olejnik, wyproszeni z siedziby Jeugdrecht!
Beata Olejnik będzie mogła spotkać się z 3 swoich dzieci za tydzień, w czwartek 31 maja o godz. 16 w siedzibie Jeugdrecht w holenderskim mieście Oss. Urzędnicy obiecali, że następnym razem dzieci będą mogły przyjechać do jej domu, do swoich pokoi.
Prezentujmy wywiad, jaki udzieliła naszej stacji szczęśliwa Polka, tuż po wyjściu z siedziby Jeugdrecht w mieście Oss.
Nasi dziennikarze byli tam z nią, bo od poniedziałku opisują jej koszmar. Przypomnijmy, że jej były mąż, Holender Kees Bedeschi przyznający się do alkoholizmu i narkomanii, przejął dzieci na wychowanie!. W listopadzie 2017 roku wraz z urzędnikami Jeugdrecht, odebrał je ze szkoły i odizolował od kochającej mamy.
Artykuł opisujący ten koszmar dostępny jest pod linkiem:
Urzędnicy nie wpuścili naszej ekipy telewizyjnej do wnętrza urzędu. Recepcjonistki zawiadomiły swoją szefową, że chcemy uczestniczyć w spotkaniu wpędzonej w koszmar Polki z holenderskimi urzędnikami. Wówczas Beata Olejnik odebrała telefon, w którym jedna z urzędniczej stanowczo zwrociła się do niej, by nasza ekipa opuściła budynek.
- Bardzo cieszymy się, że holenderscy urzędnicy pochylili się nad dramatem Beaty Olejnik. I przewrócili jej kontanty z ukochanymi dziećmi - komentuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patrioot24.net.
- Mamy nadzieję, że ojciec dzieci zacznie zachowywać się poważnie i odpowiedzialnie, również uwzględniając rolę mamy w wychowaniu ich wspólnych dzieci - dodaje Robert Rewiński.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.